Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Co tam u mnie z akcjami?

Biedny Agent biega po dachu w lutym, a Agentka się świetnie ustawiła, bo wcale nie musi. Za to akcji rozpoczęła pełno- konkretnie to trzy, wyróżniające się innością od reszty życia.

Więc taka jest obecna sytuacja akcji/misji:

1. Rozpoczęta 20 stycznia trafiła na mały problem w postaci paru niezbyt przyjaźnie nastawionych Nowozelandczyków. Więcej wiadomości brak. Na razie trzeba czekać.

2. Rozpoczęta 18 stycznia pokazała już małe rezultaty w postaci kilku e-maili. Teraz jak śniegi i mrozy się troche uspokoją, trzeba sprawdzić namacalnie i naocznie, jak wszystko idzie.

3. Po pierwszych frustracjach i agresji okazało sie, że podejście Zen jest bardzo wskazane w tej misji. I można przyznać, że z dniem dzisiejszym jest wykonane ponad 25%. Tak trzymać. I sie nie wkurzać!

To narazie tyle...

I need backup

- S do bazy, S do bazy.
- Baza. Co tam?
- Potrzebuję wsparcia, najl...
- Nic z tego.
- Dlaczego?
- Nie wyślemy Ci wsparcia.
- Kiedy mi potrzebne jest wsparcie. Musicie kogoś przysłać.
- Nie musimy. Nie możemy. Potrzebujemy wsparcia.
- A-ha. Fajnie. Super. Nie mam więcej życzeń. Ouwer.

Jak mi się to powtórzy w tym tygodniu to chyba w końcu spadnę z tego dachu. W taką pogodę nie powinno się się robić bardzo wielu rzeczy i bieganie po dachu jest jedną z tych właśnie rzeczy.

Innych newsów niestety nie będzie bo to że oprócz tego co mam zrobić chcę zrobić setki innych rzeczy to nic nowego. Niczym nowym też nie jest że często dość wybieram do roboty nie to co trzeba i ostatecznie późnym niedzielnym wieczorem dochodzi do mnie że dawno powinienem zrobić coś co zrobić powinienem a czego nie zrobiłem bo pomyślałem że zrobię coś innego. Mam też trochę wrażenie że tydzień temu musiała być eskalacja tego "problemu".

Ouwer.

It's time

Właściwie powinienem "pracować" (pomijając to że w niedzielę nie powinienem pracować). Dlatego postaram się streścić i nie namyślać się dwóch godzin nad kilkoma zdaniami.

Doszedłem chyba do takiego momentu w swoim marnym życiu, w którym stwierdza się marność swojego życia.
(...)
Cholera
(...)
Jestem niepoprawnym optymistą. Po tym jak cały dzień dochodziłem do wniosku że jednak już nic się nie da zrobić, to jak zacząłem o tym pisać przyszło mi do głowy że może jednak nie.

Tak czy siak. Jakiejkolwiek drogi się nie wybierze to zawsze trafi się na kogoś lub coś co sprawi że ta droga wcale nie będzie lepsza od innych. W efekcie każda droga jest równie tragiczna. Nierozwiązana pozostaje tylko kwestia celu ostatecznego.

Fajnie?

Heh. Z ową definicją fajnego życia to dobre spostrzeżenie jest. Najpierw chciałem to jakoś opisać, co mogłem mieć na myśli, ale im dłużej układałem definicję tym bardziej beznadziejnie to brzmiało. Krótka i prosta, choć zapewne utopijna, definicja fajnego życia to stały i udany balans pomiędzy beztroską a normalnością. To tak mniej więcej.
Za dużo problemów to niedobrze. Za mało problemów to... szaleństwo.

Miałem poszukać, znaleźć pomyśleć jak eliminować. I co zrobiłem? Nic. Chyba w weekendy za bardzo przedkładam beztroskę nad normalność. W tygodniu zaś problemy zabierają mi resztki czasu.

A jutro znowu diametralnie ktoś mi odwróci myślenie.

Z innych małych spostrzeżeń. Patus - spostrzegłem, potwierdzam, zajebisty.
Agentka przebiła mnie wybitnie swoimi życzeniami na nowy rok. W pewnym momencie pomyślałem że sam w ogóle nie zauważyłem że nowy rok się zaczął, ale jednak przez pierwsze jego trzy dni byłem tego świadomy. Potem wiadomo co się stało...

Początek.

Nowy Rok jest. Niech będzie dobry, pełen przygód, wycieczek i wykonanych akcji... Niech sie wszystko powiedzie. Niech 2010 będzie rokiem spełnionych marzeń.

Diametralnie

Ech. Jak sobie pomyślę o czym mogłem myśleć tydzień temu to aż wierzyć się nie chce jakiego szoku owe myślenie musiało doznać zaledwie kilkanaście godzin później. Sylwestrowa beztroska przeciwko brutalności hmm... właśnie.

(tu powstały ze dwie wersje akapitu o życiu, ale ostatecznie z nich zrezygnuję, bo właściwie niczego nie upraszczały)

Generalnie, nie udaje mi się żyć fajnie. Zadaniem specjalnym jest odnalezienie przyczyn i wyeliminowanie tego co faktycznie szkodzi.

Do boju!

Jeszcze tylko trochę

Cały ten okres świąteczno-noworoczny ma (co najmniej) jedną wadę. Generalny brak schematu. Albo generalną tendencję do łamania schematu. Co komu wygodniej.
Różne święta i okazje wypadają w kompletnie dziwaczne dni. Raz się pracuje, a raz się nie pracuje. Czasem jest wolne a czasem się bierze urlop. Mi jeszcze teraz doszło wymykanie się na dwie godziny w środku dnia. Żebym miał jeszcze więcej powodów do zauważania antyschematów to musiały mi się godziny życia na farmie i kafejce rozjechać jakoś bez sensu.

Generalnie pocieszam się że jeszcze jakiś tydzień zawirowań i powoli zacznie porządek wracać. Potem jeszcze te nieszczęsne 26 godzin i w ogóle będzie miało szanse się uspokoić.

Co jednakże nie zmienia faktu że zaczął się nowy rok. Szczęśliwego! :)

Traffic

Kto nie oglądał może tylko żałować.

.la

Lamo

Misja sprzed tygodnia wyszła całkiem nieźle. To muszę przyznać ,że efekt końcowy jest dla mnie co najmniej zadowalający. Efekt ów, jednocześnie też dowodzi że zmiana nie zawsze jest niedobra. O teorii zmiany jednak ostatnio jakoś nie myślałem.

O świętach też niestety nie myślałem. Pomijając dzisiaj, powiedzmy. Doszedłem do wniosku że jeżeli cokolwiek da się jeszcze zrobić to będzie to można zrobić w środę. Przyjmując jednak za wzorzec wykorzystanie soboty i niedzieli to środa ma też marne szanse na jakiekolwiek poprawienie sytuacji ogólnej. Za to całkiem świadomie dziś mi Wielkanoc przez głowę przeszła. I poszła.

Do pewnego stopnia zaś tryumfuje dziś Silna Wola. Pewnie stopień byłby większy gdyby sytuacja bardziej sprzyjała osłabianiu Silnej Woli, ale i tak może się wykazać. Wygląda na to że jej się uda. Za tydzień może zrelacjonuję przebieg tego testu o ile wartym to będzie w ogóle wspomnienia.

Jako że za tydzień już będzie po to komukolwiek kto czyta: Wesołych Świąt! Fajnych prezentów! :D

pregap=0

Z minimalizacji oczywiście nic nie wyszło. Lawina nic nie znaczących i niepotrzebnych zdarzeń pędzi nadal ciągnąc mnie ze sobą ku nicości.

Agentka przypomniała mi wczoraj że święta niedługo. Ze świętami też pewnie tak będzie że nic z nich nie wyjdzie. Jedno co dobre że o tym nie da się tak po prostu zapomnieć. Nawet jeżeli zorientuję się o godzinie zero to jednak będę świadomy sytuacji. A może jednak ostatecznie jakoś jeszcze te półtorej tygodnia wykorzystać?

Nie mając nic ciekawszego w głowie oddalę się... Mam misję.