Na początek trzeba wyjaśnić sprawę domniemanej bomby, a później odniosę się w pewien sposób do odniesień.
Dostawca II
Wysypianie się przed otwieraniem paczek to chyba jednak dobra metoda, bo ostatecznie doszło do mnie że gdyby tam miało być coś co wybucha to dawno by mnie już nie było. Chyba że to jakaś amatorszczyzna, ale jeżeli już ktoś chce się mnie pozbyć to tak nie robi albo jest głupi.
Uciąłem kawałeczek rogu paczki i lekko naderwałem karton po krawędziach, tak żeby do środka wpadał strumień światła a zarazem żebym mógł rzucić okiem na zawartość.
- Jakby jakiś materiał zawinięty w folię - pomyślałem - Ciekawe co jest zawinięte w szmatę.
Jeszcze raz potrząsnąłem lekko pudełkiem. Nie wykazywało większych ruchów ciężaru w środku. Nigdzie też nie było nalepki "Uwaga, szklanki".
- Hmm... Nic na siłę...
Chwilę potem tryumfowałem nad zgniecionym kartonem, a młotek przeszedł w zasłużony stan spoczynku. Nie miałem się czego obawiać. Otworzyłem paczkę i wyjąłem z folii ciemnooliwkową kurtkę zimową.
Przydział. Co dwa lata ta sama historia. Oni by mogli zacząć powiadamiać jakoś, a ja bym mógł zacząć pamiętać o tym. Tak czy inaczej wcale nie czułem, że kurtka jest mi potrzebna. Odwiesiłem ją do szafy obok trzech poprzednich, założyłem wysłużony płaszcz i poszedłem do sklepu po śniadanie.
O dostawaniu bomb
Dostawanie bomb może być całkiem fajne faktycznie. Pod jednym warunkiem jednak - bomba musi być zagadką a nie bronią. Brak szansy jej rozbrojenia skutecznie niweluje poziom radości, którą może sprawiać. Inna sprawa, że jestem bardzo kiepski w te klocki i w moim przypadku, każda bardziej skomplikowana bomba nie jest wskazana jako prezent.
Kwestia organizacyjna, czyli teoria bloga
Tam napisałem Koniec to zareaguję tu. Ograniczeniem agenturalnym jest chociażby fakt, że nie wiadomo jak uniknąć dodawania się do listy tagów wszystkich słów z wpisu, czego najlepszym przykładem jest słowo "jest", którego żadne z nas nie umieszczało w tagach a przecież na liście figuruje. Jednak mimo to, jak wiadomo stamtąd, zalet jest więcej.
Tym optymistycznym akcentem kończę ten przydługi wpis.