Umysł agentki, pod wpływem koszmarów i desperacji które wypływają na porządku dziennym, stworzył myśl samolubną. Myśl była bardzo zła i paskudna i agentka dobrze o tym wiedziała od razu. Agentka skonsultowała się z paroma osobnikami co do wprowadzania owej myśli w czyn. Konsultanci spojrzeli na myśl samolubną okiem przychylnym. Jedni nie uważali myśli za aż taką złą a inni uważali, że mimo że niedobra, to oni by na miejscu agentki tak zrobili właśnie.
Agentka przyzna otwarcie, że najbardziej słuchała sie jednego Konsultanta (nazwijmy go, Zwycięzcą). On sprytnie, powołując sie na jako-taką znajomość agentki, powiedział jej, że on to popiera ale ona pewnie i tak tego niezrobi niestety. I to małe "niestety" w agentce sie zalęgło i po długich przemyśleniach ona sie jednak zdecydowała wprowadzić złą myśl w czyn.
Jak pomyślała, tak zrobiła- w Poniedziałek. I było wszystko w porządku. Aż do wtorkowego poranku. Kiedy to siła wyższa pokazała agentce, że zło niepopłaca. Siła wyższa zdecydowała sie zamordować agentke (wg. teorii agentki, ta realizacja złej myśli była ostatnią kroplą w szarym i grzesznym życiu agentki... siła wyższa straciła cierpliwość).
We wtorek więc agentka zaczęła chorowanie i umieranie. Wtorek był straszny, ale środa była straszniejsza. Agentka cierpiała i nie wiedziała jak tu sie z tego paskudztwa uratować. Przeczucie (i rodzina) pchnęły ją w kierunku medycyny. Ta jednak okazała sie mniej pomocna niż zwykle (czyżby siła wyższa i medycyną kierowała? niesamowite.). Agentka powróciła i stwierdziła, że będzie sama rozkazywać swoim ciałem za pomocą siły umysłu. Agentka najwyraźniej nie skojarzyła, że ma tylko jeden umysł i to właśnie ten sam wpadł na złą myśl która wpakowała agentke w to całe umieranie!
W czwartek agentka postanowiła udawać, że nie umiera. Oh! To był błąd. Poszła do pracy, ludzie sie ucieszyli aż do momentu jak usłyszeli jak głośno ta śmierć sie odbywa. Co delikatniejsi zaczęli sie dopytywać, jaka to odmiana śmierci i zaczęli przechodzić na drugi koniec pomieszczenia zostawiając agentke sam na sam ze swoją śmiercią. Zdruzgotana takim obrotem rzeczy (i śmiercią która zaczęła jeszcze bardziej dawać sie we znaki) agentka powróciła do domu w jeszcze gorszym stanie. Ale, agenci łatwo sie nie poddają. Agentka postanowiła cudownie sie wyleczyć przez noc (to taki ogólny plan... bez konkretnych działań, poza snem i propozycją medycyny) i znów iść, już ze słabszą śmiercią w świat.
W piątek rano, gdy agentka poczuła, że jest gorzej, zrezygnowała. Siła wyższa wygrywa. W sobotę, zauważono zmiany, niestety niezbyt na lepsze. Agentka cierpiała jeszcze bardziej.
Siła wyższa dalej wygrywa. I jakoś końca nie widać. A agentka nie ma już siły i inwencji, żeby z nią walczyć. Może po prostu tak ma być? Agentka jedną samolubną myślą, która miałaby zakończyć koszmary stworzyła sobie bardzo skomplikowane samobójstwo. Morał jaki agentka dostrzega jest jeden- nawet jak sie wydaje, że sie cierpi, może być tak gorzej, że zatęskni sie za tymi pierwszymi cierpieniami.
I tak to właśnie agentka rozzłościła siłę wyższą i za to płaci.