Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo


Jesienne życie.

Całkiem nowy miesiąc sie zaczyna i jesień już zdecydowanie jest. Życie toczy sie dalej, nie jest różowo. Problemów wszelkiej maści bez liku wkoło. To zawsze tak jest, że jak sie coś zacznie układać i przyzwyczajać, to życie robi gwałtowny skręt i od początku trzeba wymyślać co i jak dalej. Nie ma co myśleć, że kiedyś będzie lepiej. Lepiej sie nie oszukiwać.

Obserwacja - finał

Nie sądziłem że tak się skończy. On pewnie też tak nie sądził. Wracając jednak...

- 'Lo?
- Zamykamy sprawę.
- Tak po prostu? Po prawie dwóch miesiącach zamykamy?
- Nie tak do końca po prostu. Pozbądź się obiektu.
- Ach. Tak zamykamy. Rozumiem.
- To dobrze.
Nie lubię tak zamykać spraw. Zwinąłem skrupulatnie całą instalcję i swoje graty. Wypiłem jeszcze ostatni kubek herbaty i wyszedłem na dach.

Najbardziej dobijające jest to wrażenie że niczego pozytywnego się nie dokonało na owej obserwacji.

W życiu sie pracuje.

Jak sie pomyśli, że to jeszcze cały rok przede mną, to aż sie drętwieje z obawy, z niechęci, z wszystkiego tego, co będzie złe a sie przydarzy. Ale jak sie już tam rano będzie i zacznie sie robić a,b,c,d,...m,n,o...i tak dalej, to już jakoś leci. Bo chodzi o to, żeby przetrwać ten dzień. Czasem bardzo, bardzo ciężko jest, bo inni chcą cie wyprowadzić z równowagi za wszelką cene. Powiedzą i zrobią wszystko. I czasem naprawde trzeba wziąść głęboki oddech. Bez tego sie nie przetrwa.
Humor też pomaga. Wystarczy spojrzeć w oczy osoby gdzieś po drugiej stronie pomieszczenia a ta osoba, która wie co sie dzieje, zaraz sie uśmiechnie albo zrobi mine i od razu lżej. Bo naprawde nikt nie rozumie tego co sie tam dzieje. Nikt, poza ludźmi którzy są tam i wtedy. Reszcie całej, całej ludzkości nie da sie tego wytłumaczyć. Jak wytłumaczyć, co oznacza niebieska rękawiczka? Jak wytłumaczyć człowieka stojącego w deszczu albo wyrywającego trawnik? Albo poprosisz, by dziecko napisało datę, a ono ci powie "zraniłaś moje uczucia." Trzeba być twardym po prostu. Bardzo twardym.

Tak jak agenci?

- Będziesz szedł aż na portiernię żeby tylko sprawdzić czy alarm jest wyłączony?
- Tak.
- Olej alarm. W najgorszym razie zrobimy trochę hałasu.
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Wiesz. Lepiej nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi.

Mrówki

Baza Mrówczej wiedzy, na którą namiary podał geb jakiś czas temu w komentarzu okazała się fajną wiki o mrówkach. Dlatego też agentura zdecydowała się dodać link do blogrolla. Ogólnie wydaje mi się że cała organizacja w jakiś sposób sympatyzuje z mrówkami.

Czytałem gdzieś, że naukowcy przeprowadzili badania jak ocieplenie klimatu wpływa na mrówki. Generalnie jednak nie pamiętam jakie konkretnie wyniki były tych badań. Zdaje się że średnia wielkość mrówek spada ale za to liczebność wzrasta. W efekcie jeszcze łatwiej jest im wchodzić do domów i wynosić cukier. Mogą to być jednak tylko pogłoski.

Wiem, że kiedyś miało też coś być jeszcze o mrówkach, tylko zapomniałem co. Teraz tak mi się coś kojarzy z logiem The Prodigy.

Jak się siedzi na obserwacji to ciężko pamiętać o rzeczach, które kiedyś się pomyślało. Nawet jeżeli to było o mrówkach. W dalszym też ciągu nie znalazłem tego skeczu.

Jutro jak nie zapomnę zrobić, zrzucić, wrzucić i wstawić do notatki to będzie jakieś zdjęcie pro-mrówcze.

Misja dnia.

borowki

*

Misja: nazbierać borówek.

Czas: półtora godziny.

Waga: około 3 kilo.

Misja wykonana.

Milczenie.

Zdarza sie i milczeć, nawet tym najbardziej gadatliwym.
Milczenie zdecydowanie jest częścią życia a o tym miało tu być.

Rada.

Potrzebuje porady, więc pytam tego, kto sie nawinie. Ta osoba mi radzi, nawet dobrze tak na oko. A ja co? Ja słucham rady przez kilka godzin albo pare dni. I co potem? Potem wracam do starej głupiej rutyny. Po co pytać o rade, jeśli sie jej i tak potem nie posłucha?

Obserwacja - obserwacja

Jak prowadzi się obserwację przez ponad dwa tygodnie to zna się zwyczaje obiektu do takiego stopnia, w którym można pozwolić sobie na pewne przerwy w obserwacji. Na przykład na herbatę.

Przedpołudnie było gorące. Miła odmiana od ostatnich deszczy, nawet jeżeli ewidentnie było to zapowiedzią burzy. Charakterystyczny trzask, który dobiegł od strony czajnika oznajmił właśnie koniec gotowania wody na herbatę. Upewniłem się, że obiekt nie robi nic nadzwyczajnego i wstałem od monitora w celu napełnienia kubka wrzątkiem. Chwilę później herbata się parzyła a ja wracałem na stanowisko. W tym momencie minąłem się z brzęczącą muchą. Na tyle brzęczącą, że zwróciło to moją uwagę i niemalże bezwolnie skupiłem na niej wzrok. Mucha zaś zrobiła pętlę nad stołem i skierowała się w stronę świeżo przygotowanej herbaty!
I tak leciała i leciała. A ja za nią tak patrzyłem i patrzyłem. Jej to jednak nic a nic nie przeszkadzało. Niczym "Boski wiatr" w lotniskowiec tak ona w mój kubek celowała. Nic jej nie powstrzymało. Dotarła. Gdy tylko jednak przeleciała granicę krawędzi kubka runęła we wrzątek.
- Zawsze coś, zawsze coś - wymamrotałem niezadowolony z obrotu sytuacji pod nosem i zabrałem się za robienie nowej herbaty.

Myślę że mucha z filmiku nie miałaby najmniejszych szans nad tym palnikiem.