Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo


Trzeba unikać lekarzy...

Jak sie nie chodzi do doktora, to sie nie ma problemów ze zdrowiem. Jak sie nie chodzi do okulisty, to wzrok sie nie pogarsza. Jak sie nie rozmawia z kimś, to sie nie szkodzi.

Z wszystkim trzeba ostrożnie i na dystans. Chociaż niektórych rzeczy nie trzeba sie bać, bo przecież: "wszyscy zabójcy mają już mój adres. Czego więcej sie bać?"

I planować tylko swoje wakacje. Nikomu innemu sie nie przyda czy spodoba planowanie, choćby nie wiem jakie dobre pomysły i mapy.

Dużymi literami napisałam nowe hasło i nie będe go ignorować. Za nic w świecie. Kogo jak kogo, ale siebie sie trzeba słuchać.

I dialogi sie trafiają.

T: Włącz wiatrak.
M: Nie moge. Ktoś go rozprogramował.
....
pielęgniarka: Kto jest J.?
(Ja podnosze ręke. Ona podchodzi, nachyla sie i patrzy mi w oczy.)
pielęgniarka: Oooo! Jakie duże masz oczy! (A cała poczekalnia w śmiech.)
....
N: No, my tu wszyscy bardzo sie interesujemy mrówkami. I dbamy o nie. (Spojrzenie na mnie.) No... Prawie wszyscy.
....
S: Prosze pani, siedzi na pani mucha.
A: Ona sobie tylko odpoczywa. Posiedzi i odleci.
(W rogu śmieje sie koleżanka.)
A(do niej): No co...? Ja tu próbuje być przyjacielem owadów.

Chęć.

Czasem chce sie rzeczy prostych. Takich zupełnie nieskomplikowanych i o których ludzie nawet nie myślą a je robią. Takiej rzeczy chciałam przez kilka już dni i jakoś jej nie ma. Pewnie jakby była, to bym nawet nie zwróciła uwagi. A tak, brak sie zauważa i czuje.

Skąd sie bierze chęć? Czemu chce tego a nie czegoś innego? Czemu to sie zmienia z czasem z nastrojem i z (niemal) wszystkim innym?

Mrówki - pierwsze skojarzenie

Mrówki
Nie. Ten fragment zdjęcia nie był pierwszym skojarzeniem. Pierwszym skojarzeniem była restauracja dla mrówek, ale nie udało mi się znaleźć obrazka z tego skeczu.

Mrówkobójczyni, czyli jak zostałam złym człowiekiem w pracy.

Zaczęło sie niewinnie. Dzieci miały sie uczyć o mrówkach. Pan N. zakupił super skomplikowane pomieszczenia połączone szeregiem rurek, w których możnaby te mrówki obserwować. Oglądnięto przykładową mrówke pod mikroskopem, rysowano mrówki, czytano książki o mrówkach, uczono sie nazw części ciała i nawet śpiewano piosenki o mrówkach i przy nich maszerowano, jak mrówki. To wszystko to była pestka. Ale trzeba było mrówkami zaludnić (zamrówkowić?) te pomieszczenia. No to pan N. poszedł na polowanie. I wrócił z... czterema marniutkimi mrówkami. Jedna nam padła w pierwszej godzinie. Ale to nic, bo po tej porażce pan N. sie zaciął (w końcu nie można zawieść dzieci, zwłaszcza że tak bardzo chce sie studiować mrówki).
Pare dni pózniej przyniósł całe 15 malutkich mrówek i je wsadził do pomieszczenia. Kilkanaście minut pózniej przyszła pani S. ze swoim tuzinem pięknych wielkich mrówek. No i powstał problem. Rozdzielono pomieszczenia, rurki już nie były połączone i w jednym mniejszym siedział tuzin większych mrówek a w większym te 15 małych. Uwolniłam jedną mniejszą mrówke ale mnie powstrzymano przed resztą. Zaczęłam grzecznie podsuwać propozycje mrówkobójstwa. "Możebyśmy tak połączyli te rurki... wtedy te duże mrówki zamordują te małe i będzie więcej miejsca i sensowniej dla nich. Dzieci sie ucieszą." Dyskutowałam tę propozycje przy ludziach ale nie przy głównym pomysłodawcy. No i następnego dnia, wchodze a tu pan N. sie drze z wyrzutem: "Ty! Ja wiem co Ty chciałaś zrobić!" Jest teraz przekonany, że nie może mnie samej z mrówkami zostawić. Cały budynek już plotkuje o moich mrówkobójczych zapędach. Powiedziałam wszystkim, że skoro mi nie ufają, to napewno nic tym mrówkom nie zrobie, bo i tak by było na mnie. Mimo to, wszyscy patrzą mi na ręce gdy sie zbliżam żeby sobie popatrzeć.

Obserwacja - wprowadzenie

Poranek był bardzo senny. Niemalże odnosiłem wrażenie że zamiast powietrza jest żel utrudniający i spowalniający ruchy. Czas mijał szybko a nic się działo.
Droga upłynęła na walce z porywistym wiatrem. Przenikliwy chłód tylko potęgował chęć założenia czegoś cieplejszego. Do tego te wrażenie, że zaraz pęknie niebo i lunie rzęsisty deszcz.
Trzy piętra w górę po schodach pokonywałem niemalże maszynowo. Co drugi schodek, bez zwalniania. Tak jakby senny poranek nie miał miejsca.
- Chłód i wiatr muszą działać pobudzająco - pomyślałem - a może pespektywa?

Koniec wprowadzenia.

Sufit.

fragment sufituTaki mógłby być sufit co noc. I co dzień też. Pod tym spałam na ostatniej wycieczce. A za rok pośpie pod tym mazurskim. Zupełnie nie rozumiem czemu ludzie są tak odpowiedzialni i nie rzucają wszystkiego, żeby mieszkać w lesie pod gołym niebem.

Zaufanie.

Myślałam o tym od czego zależy zaufanie i dlaczego jednym sie ufa więcej a innym mniej. Jakoś tak jest, że nie wszystkim równo ufam. Niektórzy są bardziej a inni mniej przewidywalni więc ich czyny i słowa inaczej sie odbiera. I sie albo ufa albo nie bardzo.
Zaufanie zależy od tego jak sie kogoś dobrze zna i jak długo i od tego, czy w tym czasie zawiódł, czy nie. I jeszcze zależy od tonu, od tego co i jak mówi. I może jeszcze od tego, czy Tobie ufa. I jeszcze czy sie w danym momencie ufa czy nie, zależy od nastroju ufającego. Takie to wszystko nie proste.

Podróż.

Spałam w końcu pod gołym niebem. Dwie noce miałam czarne niebo i jeszcze czarniejsze korony drzew za sufit i było świetnie. Komary gryzły i bywało zimno ale ziemia była wygodna a las przyjazny. Chce jeszcze...
***
Trzeba wybierać sie w świat. Trzeba wychodzić z domu, żeby zobaczyć i poznać świat. I żeby wracać.

Wartość sztuki.

Leżałam sobie na trawie i patrzyłam w czarne niebo. Zimno troche było. Ale zaczęło sie- ognie sztuczne. Piękne i duże i głośne. Ogłuchłam troche i nawet oczy od tego bolały. Naprawde blisko były i wyrazne i nic nie przychodziło do głowy, tylko to, że tu tak ładnie strzelają, ku uciesze tłumu a w innych kątach świata strzelają i zabijają. No i zamiast kupować ognie sztuczne i tak ładnie je pokazywać, to można nakarmić głodnych. Możnaby tyle rzeczy bardziej potrzebniejszych zrobić.

Ale tak jest z różnymi rzeczami. Taka sztuka... czy to muzyka czy obrazy czy cokolwiek innego- to wszystko ma wartość. Ale, czy jest więcej warte niż naprawianie całego bałaganu: biedy, niesprawiedliwości i zła?