Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

!

Głupi to jednak ma szczęście. Aparat znowu w akcji! Jeszcze nie określiłem na ile jest gorzej niż przez utopieniem ale dziś powstały pierwsze zdjęcia nie noszące ewidentnych śladów tego co się stało półtorej miesiąca temu.

Nie przeszkodziło mi to jednak w wybraniu dwóch z archiwum do kalendarza.

Awaryjnie

Zanim zacznę się rozwodzić nad awariami to komentarz do komentarza z ostatniego wpisu mojego autorstwa.
Da się jak najbardziej tak zrobić, żeby agent zakonspirowanym był. Problem jest w tym że o tego typu rozwiązaniu należało by pomyśleć przy robieniu zdjęcia. W tym wypadku nie dość że o tym nie pomyślałem to w ogóle nie wiedziałem o tym że zdjecie jest robione. A te które zostało zrobione wyklucza jakiekolwiek wątpliwości (nawet mimo że teoretycznie istnieje możliwość wystąpienia takich samych okoliczności z udziałem innej osoby). Może kiedyś ujawnię zdjęcie w miejscu jakimś zdekonspirowanym.

O awariach

Na pewno pisałem o tym nie raz, ale dziś jakoś mi to zaprzątnęło kolejny raz głowę. Kolejny raz znowu ktoś zmienił mój plan działania i go popsuł całkiem nieświadomie. Problem polega na tym że sam chyba za rzadko uwzględniam w planach działanie sił zewnętrznych i nie mam jakiegoś planu B, na wypadek gdyby stało się coś niedobrego, w danym etapie realizacji.
Tu mi się też po jakimś czasie nasunęła analogia programistyczna. Program to w gruncie rzeczy taki plan wykonania. Mogą tam zadziałać nieprzewidziane siły zewnętrzne i mogą się trafiać błędy w kodzie (odpowiadające błędom w planowaniu i generalnie własnemu nieudacznictwu). W programowaniu kładzie się nacisk na to żeby w przypadku wystąpienia błędu całość dała radę jakoś wyjść z tego z twarzą a nie brzydko się wywalając pozostawiać użytkownika samego sobie.
Zastanawia mnie czy by się nie dało tej filozofii przenieść na grunt życiowy. Plan się nie udaje, więc przechodzi się do procedury awaryjnej umożliwiającej znalezienie się w sytuacji a nie próbach improwizacji i działania pod wpływem impulsu. Takie programowanie życia... (dodatkowo z Matrixem mi się to skojarzyło, o którym swoją drogą nieco sobie poczytałem ostatnio... mógłbym kiedyś obejrzeć Reloaded i Revolutions).

Wracając do planu B. Myślę że do planu przedstawionego w poprzednim wpisie trzeba wymyślić jakiś plan na wypdek awarii. Gorzej że samo przewidywanie potrzeby nie rodzi jej odpowiednio wcześniej i z braku owej potrzeby chęci do wymyślania też nie bardzo przychodzą.

Dodatek: Dla jasności tylko w sumie. Agent zgodził się na dodatek.

Bo Agenci, to czasem coś robią...

W ramach tego robienia, pomyślałam sobie, że skoro jest już plan to lepiej, żeby to zapisać. Zawsze jak coś jest zapisane, to nie ma potem wymówek, że sie zapomniało, czy że coś tam...

Misja Agencka nr. 1 na rok 2009 (swoją drogą, troche wstyd, że to już sierpień a to dopiero pierwsza...).

Część A. Zrobić, to co zostało ustalone na (pseudo)tajemniczych naradach. Część A. to część artystyczna która będzie w jakimś stopniu przemyślana. Jest troche na nią czasu, bo ma być zrobiona do 1 Listopada tego roku.

Dodatek: Agentka wpadła na dodatkowy (mały) element części A. Będzie to trzeba omówić, żeby sprawidzić, czy Agent sie zgadza z dodatkiem.

Część B i dalsze częśći będą ustalone, włącznie z datami do których mają być wykonane gdzieś koło 2 Listopada.

Kolejne misje powinny sie jakoś ułożyć w słowa w najbliższym czasie (tak, do Ciebie mówię :P ).

37911

Rzeka
Po poprzednim świetnym tytule, czas na kolejny. Ten jest jeszcze świetniejszy. Aż wali po oczach...

Wracając na chwilę do drugiego ???. W tamtym okresie w wyniku działań sił przeciwnych Agenturze został brutalnie utopiony mój aparat agenturalny. Odnalazłem jego ciało i dotransportowałem do bazy.
Okazało się jednak że Siły Wyższe jednak wcale nie kwapią się z przyznaniem mi nowego sprzętu. Gdyż...

Moja najnowsza misja agenturalna to przywrócenie do życia tego podstawowego narzędzia pracy agenta. Bez ewidentnych dowodów na jego ostateczny zgon nie mam co się pokazywać u szefostwa. Co za czasy...

Plota też krąży po okolicy że mam być mianowany Inspektorem, ale ja nie do końca w to wierzę jednakże...

Rysunek: Widok ze względnie wysokiej skarpy w kierunki rzeki. Jest też wersja ze mną częściowo zasłaniającym ów widok, ale po pierwsze zasłaniałem widok a po drugie to by mogło doprowadzić do dekonspiracji. Poza tym, to kolejny akcent z drugiego ???...

Agenckie rozmyślania.

Chciałoby sie coś zdziałać. Bardzo nawet. Zwłaszcza teraz, jak dni na działanie sie kończą w bardzo szybkim tempie. No ale co z tego, że sie chce, skoro brak wizji i brak zgody co do działania. Więc, co by tu?

Aż stara piosenka sie na usta ciśnie "co by tu jeszcze?" :)

Ale ogólnie u agentki w porządku. Ogólnie jakoś godzi sie z życiem i nawet przetestowała sie i sie okazuje, że jest STRATEGIEM i bardzo dobrym materiałem na agenta. Więc, wszystko gra. Tak ogólnie.

Wspominanie.

plaza-do-agentury.jpg

Znowu tytuł

Chmury
Czas na podsumowanie trzeciego ???. Jutro wracam na posterunek.

Generalnie nie mogę narzekać. Każdy ??? jest dobry bo płacą a nic nie się robi. Czas wolny wykorzystałem jak wykorzystałem. Teoretycznie pewnie mógłbym go lepiej wykorzystać, ale tak jak się stało też jest dobrze.

Teraz jednak zbierają się chmurki na tym rozświetlonym słońcem niebie. Zostało pół miesiąca sierpnia. Pół miesiąca do planowanego zakończenia drugiego P. Trzeci ??? wcale jednak nie pomógł w zakańczaniu mojej roli w drugim P. A samo się przecież nie zrobi. Trzeba będzie w owe pół miesiąca zrobić to co mógłbym zrobić w cały. Co jednak poradzić gdy mnie wyganiali z posterunku?

Z drugiej strony jakbym się uparł to mogłem robić nie będąc fizycznie na posterunku. Internet. To genialny obszar do działania agenturalnego. Niby nic wielkiego, ale jak się jest wszędzie to tu się usłyszy coś, tam zaglądnie gdzieś i informacja sama się układa. Czasami zamiast prowadzić obserwację tygodniami można rozejrzeć się po
wirtualnej rzeczywistości i dojść do podobnych wniosków. Albo pojawiać się tam gdzie się nie jest.

Mała aktualizacja co do bloga zdekonspirowanego - jedna z jego podstawowych idei została podniesiona do kwadratu. Miałem go pisać jak mi się chce i jak mam czas. Teraz tworzę go jak mi się chce i jak mam czas. W efekcie dolicza się do bałaganu w minimalnym stopniu.

Bałaganu, który od jutra będzie mniej męczący, mniej widoczny. I którego nie będzie znowu kiedy sprzątać. Wracam do życia sprzed ???.

O pisaniu, internecie i dzieciach.

No więc, jest tak, że chce sie pisać. Może nie dokładnie "tylko" pisać, ale pisać dobrze. To już sztuka, której agentka nie posiadła, mimo swojego podeszłego już (jakby) wieku. Ale bardzo bym chciała pisać dobrze. Naczytałam sie ostatnio dobrych tekstów (np. super książka "Dziewice konsystorskie" i "Piekło Kobiet" Sz.P. Boya Żeleńskiego*, którego nawiasem (drugim) mówiąc nie doceniałam dotychczas wystarczająco, nie wspominając, że kończy mi sie Świat Dysku Pratchetta w pobliskiej bibliotece...) i skoro sie naczytałam, to teraz pisać sie ładnie zachciewa. Ale to nie takie proste. Nie wiem jak zacząć i od czego zacząć. Jednak takie pisanie dobre to nie to samo co listy (które też ostatnio jakoś tak odpowiedzialniej pisze i próbuje ograniczać ilościowo odbiorców).

Internet. No, trzeba przyznać, że jestem już tak rozsmarowana cienko na nim całym... wszędzie jestem po kawałku, nigdzie nie ma na tyle, by ktoś mógł jakoś bardziej mnie zdekonspirować. Ale jednak- dużo mnie tam. Jakoś czasy sie zmieniły i usiłując utrzymywać kontakty z ludźmi, trzeba tam być. Bez tego ciężko.

Dzieci. Dzieci są paskudne i z każdym dniem coraz lepiej to sobie przypominam. Czuje sie, jakbym stała w studni w wodzie po pas. Niby nie ma o co panikować, ale już ciurkiem po ścianach wlewa sie tego więcej i więcej. Za pare tygodni już przykryje moją głowę...

A w ogóle, smarkacz jeden, calutki pokryty ochronnym plastikiem wjechał we mnie bezczelnie. Wbił mi kierownice w udo i jeszcze siniec boli. Czy jemu coś sie stało? Absolutnie nie. Sam był w szoku. Nie wiem czy przez to, że świata przez te ochroniacze na wszystkim nie widzi, czy może przez to, że pokonał w walce na rowery taką 5 razy większą od niego. Cóż... dzieci...

*Tak w ogóle, jakby komuś zależało na zdjęciu z pomnikiem tego pana, to jest taki jeden, stoi na plantach, niedaleko Wawelu. Ja sobie zrobiłam, bo mi bardzo zaimponował ostatnimi czasy.

c.d. Wakacji

Agentka na plaży. bbbbbbbbbbbbbbbbb.jpg

W błocie

A agent zostaje na miejscu. Trzeci ??? jest niewyjazdowy.

Właściwie zaczynam nie lubić tego całego urlopu. Ukazuje mi on dokładnie jaki mam nieprawdopodobny bałagan. Wszędzie. Zaczynam co prawda w niektórych obszarach zaprowadzać jakiś porządek i nawet daje to już jakieś efekty, jeżeli nie fizyczne to na pewno psychiczne. Ciągle to jednak za mało, a urlop właśnie pokazuje jak bardzo iluzoryczne jest uporządkowanie, które zdaje się utrzymywać w czasach zapracowanych.

Drugim tematem jest sprawa nieszczęsnego bloga zdekonspirowanego. Idea narodziła się jakiś czas temu, kiedy zacząłem śledzić blog z linkami do innych blogów. Tak zacząłem trafiać na zdekonspirowane blogi do tego stopnia inspirujące, że pomyślałem o swoim. Na razie jednak na myśleniu się kończy, gdyż gdy nocą wczorajszą zacząłem rozpatrywać możliwości to ich mnogość właściwie mnie przydusiła. Co prawda rano uklepałem sobie w głowie jakąś wizję efektu końcowego ale...

Efekt ów, choć wygląda na świetny pomysł z mojego punktu widzenia to w chwili obecnej byłby kolejnym elementem bałaganu. Teraz właściwie wojna jest o to w którą stronę się przechylić. Zacząć z blogiem czy skończyć z bałaganem?

Teoretycznie rozsądniej byłoby skończyć. To kończę na razie.
Za tydzień pewnie będzie podsumowanie trzeciego ???.