Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Taka sobie Misja.

Była sobie mała misja i agentce udało sie ją łatwo i nawet przyjemnie wykonać. Byli ludze, były komplementy, było rozmawianie, było jedzenie i robienie zdjęć. Życzenia i takie tam...

Było też dowiadywanie sie, że zwierzchnicy mają nas całkiem gdzieś i nawet nie powiedzą, że próbowali coś polepszyć. Nici.

Za to, były i są fajne koleżanki. To sie liczy.

Klęska.

Ciało agenturalne (przynajmniej jedno z nich) jest bardzo podatne na choroby. Jest dosłownie żyzną glebą, w której usiłują kiełkować wszelkie zarazy, a niektóre aż dochodzą do poważnych wielkości. Jakby tak móc coś pożytecznego tak uprawiać... to by było coś. Ale zarazy, choroby, niewiadomoco?

Za kilka dni Agentka będzie sie musiała pokazać publicznie- ciężko jest sie z tego wyplątać (a i częściowo Agentka chce zobaczyć kilka osób). Ale jak sie tu pokazywać, gdy jest sie zarażoną? Nie ma takiego kamuflażu, który ukrył by oznaki choroby. Niestety.

Jak to zwykle bywa, najprostrzy problem rośnie i staje sie trudnym problemem.

Brak czasu

Czas na wtorkową notkę bonusową na temat dawno już zapowiedziany.

Brak czasu

Całe myślenie o braku czasu zaczęło się od stwierdzenia że 11 dni minęło w 11 dni (oczywiście o braku czasu myślałem też wcześniej ale raczej nie było to myślenie konstruktywne tylko bardziej dekonstruktywne). Wtedy uderzyła mnie genialna wprost oczywistość tego stwierdzenia, ale musiało jeszcze chwilę potrwać żebym załapał co to znaczy że 11 dni trwa 11 dni.
Dotarło do mnie że czas jest jaki jest. Sekunda trwa sekundę i nie mniej, nie więcej. Czas od jednej określonej chwili do drugiej określonej chwili zawsze będzie taki sam w modelu rzeczywistości, który nas otacza (zakrzywiania nie rozpatruję).
Jakoś tak idąc tym tropem pomyślałem, że skoro tak właśnie jest to zawsze ma się czas. Nie będę jednak tego rozwijał bo zastanawiając się nad tematem przez dwa tygodnie doszedłem do wniosku ze pierwotny zestaw wniosków jest generalnie trochę nieprawdziwy. Co zostało do dnia dzisiejszego?

Mamy czas jaki mamy, więc wykorzystujemy go w czasie jaki mamy na wykorzystanie tego danego czasu. Stwierdzenie ogólne że nie ma się czasu jest generalnie bzdurą bo czas właśnie jest. Problemem jest tylko jego organizacja i efektywność wykorzystania. Niektórych rzeczy nie robi się z braku czasu na zrobienie tych właśnie rzeczy, bo wykorzystało się dany czas na coś innego. Nie oznacza to jednak braku czasu. Oznacza to inne wykorzystanie czasu. Przy założeniu że jesteśmy wolni i robimy generalnie co chcemy (wolność i przymusy to całkiem inny temat, na który wojny toczyć można) to na co wykorzystamy dany czas zależy od nas. Jezeli chce się robić dwie czynności, które w chodzą w konflikt w czasie zawsze trzeba wybrać tą jedną. Potem można powiedzieć że nie miało się czasu na B bo sie robiło A, ale to nie to że się nie ma czasu.

To tak mniej więcej. Oczywiście jak każde moje abstrakcyjne myślenie przekonwertowane na tekst jest już do tego stopnia abstrakcyjne że pewnie tylko ja to rozumiem. Dlatego też żeby faktycznie jakiś bonus był polecam artykuł o szansach na przeżycie :)

Around the world

A o braku czasu będzie we wpisie bonusowym, we wtorek. Niech ten urlop się na coś przyda :)
Late Of The Pier

Prawie jak Brda

Bez dekonspiracji...

Wakacje... Widok z jednej fajnej góry. wyprawa-na-szeliniec-49.JPG

Zdjęcie z wakacji.

Pozytywna przestrzeń Może by tak pokazać światu agenckie wakacje? A może to za duża dekonspiracja?

Wakacje.

Byłam na wakacjach, daleko i jakoś tak konkretnie. Co dzień było robienie planów a potem ich spełnianie. Dni wypełnione akcją i lenistwem (z przewagą akcji). Było zwiedzanie, cała gama muzeów, rozmawianie w obcych i naszych językach, kolorowe pieniądze, lody, pływanie w Rabie, jak za dawnych czasów, całowanie i przytulanie ludzi, których sie tak dawno nie widziało, miłe spędzanie z nimi czasu... Wakacje były świetne. Przykre wręcz było ich zakańczanie.
***
Były wiśnie, jabłka, maliny (ach, maliny), porzeczkoagrest, czereśnie. Obwarzanki... knedle, zapiekanki. Wiadra fasoli. Serki z pomidorem. Samo dobre jedzenie. Lody. Najlepsze lody są jednak przy kościele.
***
Książki za złotówke. Muzea, galerie, zwiedzanie. Bilety, syreny, tramwaje, łodzie. Zabawy przy fontannach i w lesie, na torach.
***
Kleszcze, bąki i komary. Dużo pokrzyw, ale to zdrowe podobno.
***
Miasta i góry. Góry i góry. Sporo tego było...
***
Groby, pomniki, puszcza. Chaos i wakacje. Było raczej świetnie. I ludzie. Już za mną tęsknią a ja za nimi.

Rys

Miałem pomysł. Miałem temat. Miało być o braku czasu. I hmmm... zabrakło czasu. Miałem zamiar obalać mit braku czasu. Choć to u mnie temat zawsze na czasie więc przez tydzień (albo dwa) może jeszcze przemyślę czy dobrze myślę i to jeszcze opiszę.
Poza tym, miało być o pakowaniu się, o drugim ??? i o formacji Miasto, którą agentura darzy sympatią.
Tago wszystkiego nie będzie teraz. Nie wiadomo też czy będzie potem. Wpisu za tydzień też może nie być. Nie wiem czy będę miał jak i kiedy.

Jak było?

11 dni zleciało nie wiadomo kiedy (pomijając że zgodnie z logiką to w ciągu 11 dni) a dwa tygodnie temu zapowiedziałem że za dwa tygodnie napiszę jak było i dobrze by było wywiązując się z zapowiedzi napisać jak było.

Było fajnie. Jakbym się nie rozchorował w samym środku i właściwie przed najważniejszym, to by było w ogóle super. Spotkałem grupę naprawdę fajnych ludzi. Udało mi się wbić z namiotem w malutkie miejsce, w którym chyba nie przeszkadzałem za bardzo, nawet mimo tego chorowania całego. Pogoda mocno nie namieszała, choć pewnie jakby w nocy było cieplej a za dnia mniej słonecznie to taką swoją łagodnością by nieco ułatwiła egzystencję. Ale nie narzekam, tak miało być jak było i było fajnie. Najważniejszym było oderwanie. Oderwałem się kompletnie a choroba właściwie pomogła oderwać się na kilka dni dłużej niż było planowane.

Teraz przez tydzień znowu PPZZ, choć mam wrażenie że przez te 11 dni drugie P i pierwsze Z bardzo osłabło i nie mam ani ochoty ani motywacji ani determinacji żeby coś z tym ruszyć.

W drogę...

... ku wakacjom. w-droge-na-wakacje.jpg