Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

A co to kwitnie?

czeremcha

A jednak TAK.

Agent dużo inspiracji nie potrzebuje aby stworzyć jakąś akcje. Wydaje mi sie, że przecenił moje zasługi. Ale, faktem jest, że przydałoby mu sie stado agentek (wątpie, że jedna wystarczy) które by zaciągnęły go do roboty, do wprowadzania planu w czyn. Bo tyle tych genialnych planów już było, a akcja gdzie? Gdzie ten katalog drzew, co go tak mieliśmy genialnie stworzyć, co? Gdzie kolejny Kołchoz? Gdzie inne pomysły? Jakoś wszystko pozostaje w głowach, Agenta i mojej. Fajnie jest mieć takie bujne życie w wyobraźni, ale czasem trzeba to czy owo urzeczywistniać. Mam nadzieje, że Agentowi sie uda z tymi zdjęciami ścieżek czy innych fajności.

(Jak agentka była młoda, to w czasopismach dla dziewczynek były takie foto-historie, o treści bardzo płytkiej. Polegało to na tym, że seria zdjęć i pare takich dymków z wypowiedziami opowiadała o czymś tam. Może o coś takiego (byle z lepszą treścią) chodziłoby z tą serią zdjęć ze ścieżki?)

Agentka sama ma wielki plan co do zdjęć. Konkretnie, mostów. Ale to już inna bajka. :)

A może by nie...

Sosna

Oprócz tytułu niczego więcej tym razem nie zmałpuję od Agentki.

Nie chcę tutaj zabrzmieć jak pochlebca od siedmiu boleści i komplemenciarz bezsensowny ale faktem jest że Agentka potrafi pobudzić konstruktywne myślenie. I działa inspirująco nie tylko w kwestii tytułu notek. Pomijając nawet wczorajszy prawie cud naprawienia karty za przyczynkiem wcześniej wspomnianej (inaczej bym znowu zapomniał o tym), to został poruszony temat zdjęć. Jako że późno w nocy nie jestem zbyt kreatywny to jedyne co mi przyszło do głowy wtedy to możliwość wrzucenia jakiś co fajniejszych zdjęć na flickr. Nawet właściwie pewnie by straczyło powybierać co nieco z poprzednich lat (inna sprawa że już co najmniej rok temu miałem plan wrzucenia fajnych fotek na flickr i do dziś czekają na wybranie).

Zdjęcia jednak same z siebie są w pewien sposób twórcze, a że z jakiegoś powodu zostały mi w głowie nawet przez czas snu to rano nadal pałętał mi się po głowie myśl wrzucenia fotek. Tylko że rano kreatywność większa. Szybko przyszło mi do głowy powielenie starego pomysłu „one day, one photo”. Powtarzanie czynności codziennie rodzi nawyk, problematyczność generalna zanika i całość staje się prosta. Ale, ale... flickr przecież ogranicza. Zdjęcia można by było łączyć jakoś na różne sposoby odnosić względem siebie, robić serie, itp. Szybko idea przeniosła się na własną stronę internetową. Tam nie mam zbyt wielu ograniczeń więc mógłbym umieszczać zdjęcia w dowolny sposób. Potem przyszło mi do głowy że można tak by było robić takie serie typu „zobacz co jest na końcu tej ścieżki” a potem coś dalej itp. W dalszym toku mojego rozumowania pojawiały się aktywne przedmioty na zdjęciach i idea stworzenia zabawy w odkrywanie różnych zdjęć przez przechodzenie przez inne zdjęcia. W ogóle cuda i dziwy. Aleeee by było fajnie. Właśnie, było by. Przydała by się jeszcze jakaś inna agentka która by nie tylko potrafiła pobudzić konstruktywne myślenie ale także konstruktywną akcję.

Pomijając jednak moje lenistwo wrodzone (leżałem dziś większość dnia jak zapowiadałem) taka akcja nie bardzo ma teraz szanse bytu ze względu na PPZZ (kolejny wynik konstruktywnego myślenia zainicjowanego przez nacisk Agentki). Tak jak i w tym przypadku, tak na większość tego typu pomysłów do czasu aż nie zejdę do poziomu PZ powinienem odpowiadać sobie „A może by nie...”

A może by tak...

Czas planowania nastał. Nie ma właściwie jak tego powstrzymać. I do tego planowanie jest olbrzymie, od tego co będzie za dwa miesiące, do tego, co ma być za 3 godziny. Momentami planowanie frustruje, bo coś nie pasuje, czegoś nie można zrobić czy zobaczyć. Ale, w innych momentach wszystko pasuje i bardzo fajnie jest robić listy rzeczy i miejsc które sie zobaczy.

Co dzień można sobie pomyśleć: "a może by tak..." i wymyślać, szukać, kombinować. To całe kombinowanie jednak jest dobre na dłuższą mete. Bez tego nie byłoby żadnych wycieczek, mało zabawy. A jak coś sie już zrobi, to sie chce więcej robić. To tak samo, gdy nic sie nie robi, to sie chce robić jeszcze mniej. Ta sama zasada.

Pocieszając zmęczonego Agenta.

Światełko na końcu tunelu. Światełko na końcu tunelu.

W okopach

Aktualnie prowadzę coś na rodzaj wojny obronnej. Zjednoczona koalicja życiowych przeszkadzajek atakuje a ja staram się odciągać jej siły od mojego centrum dowodzenia. Na razie jest względnie znośnie. Wydaje się że bezpośrednich zagrożeń nie ma. Jak gdzieś jest gorzej to swoje siły przesuwa się we właściwą część okopów i jakoś się wybronią.
Taka sytuacja jednak nie powinna być normą. Siedzenie w okopach w tym wypadku nie da zwycięstwa. Problem jest tylko w tym że aktualnie każde wsparcie jakie dostaję albo od razu jest pchane w okopy aby zapobiegnąć tragedii albo jest bandą niezdyscyplinowanych gnojków, którzy najczęściej bardzo szybko giną.
W efekcie chwilowo wcale nie widać realnych szans na wyjście z konstrukcji obronnych.

Czasami jednak nie jestem pewny czy to taka konieczność czy też może złe nastawienie sprawia że przechodzę do obrony?

Out of order

Jestem ścigany. Niestety nie dam rady napisać w pośpiechu niczego sensownego.

Poza tym kolejny raz w swoim życiu umyłem włosy i kolejny raz już tego żałuję niezmiernie. Ale tak już widać musi być.

Focus Floor

Negatywnie

...ale to nie jest seria.

Idea notatnika raczej nie przejdzie. Bo z notatnikiem jest tak że potrzeba go wtedy gdy jego obecność jest najmniej oczywista. W autobusie, na tarasie, w czasie kolacji, na rowerze, w środku lasu itp. W sumie przyszło mi na myśl że można by było jako notatnika używać e-maila. Musiałbym tylko rozpracować co jest nie tak że z komórki przestało działać wysyłanie wiadomości. Używając konta, którego nie używam do czego innego mógłbym w wolnej chwili rzucić okiem co tam mam i wybrać coś na dziś.

A i tak najgorsze jest to że w najmniej oczekiwanym momencie musi popsuć się najbardziej krytyczna część systemu, które to zjawisko oczywiście ważniejszym jest niż wszystko inne i spycha tak owe wszystko inne w otchłań zapomnienia. W takich momentach nic nie uratuje ani czasu ani wziosłych przemyśleń.

Pozytywnie

Wczoraj jeszcze przeszło mi przez głowę „Co ja napiszę?”. W pewnym sensie pytanie pozostało aktualne, choć znalazł się punkt zaczepienia.
Właściwie byłoby o czym napisać, gdyby nie to że to się nie nadaje do opisania z powodu nadmiernej techniczności.

Punktem zaczepienia stała się diametralna zmiana mojego osobistego samopoczucia w przeciagu dnia. Zaczęło się źle, niewygodnie i nieudanie. Kończy się całkiem dobrze, uporządkowanie, klarownie i perspektywami na przyszłość. Nawet jeżeli jeszcze nie do końca wszystko jest jasne.

Tak czy siak z tego całego zamieszania mam kilka spostrzeżeń:
- bankowość przez internet jest czymś nieprawdopodobnie pozytywnym
- urzędy (czy też państwowość) przez internet są również czymś pozytywnym
- informacja, która pojawia się tylko raz nie powinna się pojawiać w ogóle
- łazienka to magiczne miejsce
- niektóre bardzo trudne i skomplikowane rzeczy są takie do czasu aż się im nie przyjży bliżej

A na koniec może niekoniecznie pozytywnie, ale za to zabawnie: idź za linką

...

Focus Floor Dwa tygodnie temu napisałem o oczyszczniu życia. Mam już pierwsze antyefekty. W tym tygodniu tylko trafiłem w dwa zlecenia. W sumie jedno, bo drugie było dawno zapowiedziane. Tylko że teraz jak zlecenie się zmaterializowało to zaczyna przeszkadzać. Tak więc, jak nie było czasu tak czasu nie ma.

Nieco odnośnie ostatniego wpisu mojego autorstwa. Okazało się jakoś w trakcie że to jest nie tylko wyciągnięta linijka tekstu z utworu. Słowa o psującej się maszynie pochodzą z filmu Pluton (bardzo dobrego swoją drogą). Teraz tylko zastanawia mnie jak to brzmi w filmie. Ciekawe tylko czy znajdę chwilę by przeanalizować sprawę.

Papugując nieco agentkę i kończąc zarazem.
Życie się toczy dalej. Po drodze tego toczenia człowiek czasami nie zastanawia się nad niczym szczególnym ani też nie przytrafia mu się nic wartego zastanowienia.
Albo po prostu nie pamięta o tym.