Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Organizacja planu zapasowego

Uginając się ostatnio pod natłokiem zadań przeróżnych zacząłem poszukiwać drogi do organizacji. Jak na razie niewiele udało mi się faktycznie zdziałać w tym obszarze (szczególnie sobota wyszła tragicznie). Wnioski pewne jednak już mam. Właściwie to jeden wniosek. Zasady organizacji są proste jak drut, ale ich wprowadzenie w świat rzeczywisty już nie jest takie proste. Zobaczymy jak to będzie wychodziło z czasem.

Plan zapasowy to jest piękna rzecz. Plan podstawowy się sypie, a od razu można działać dalej. Co prawda ostatnio plany zapasowe jeżeli jakiekolwiek powstają to po czasie i służą bardziej jako proteza niż faktyczny plan awaryjny, ale faktem jest że coraz bardziej zaczynam doceniać takie rozwiązania. Szczególnie w przypadkach gdy awaria jest niezwykle prawdopodobna. Podobno bardziej się opłaca wymyślić dużą liczbę planów zapasowych przed rozpoczęciem wykonania planu podstawowego niż opracowywać strategię działania w momencie kryzysowym (takie popularne słówko ostatnio ;).

Moja przestrzeń?

Tydzień krytyczny przerodził się w dwa tygodnie krytyczno poślizgowe. W gruncie rzeczy dwa tygodnie temu wydawało mi się że po tygodniu krytycznym nastąpi rozprężenie i poziom krytyczności wyrówna się. To czego nie przewidziałem to nagromadzenie się śliskiej materii. Rozprężenie nastąpiło a śliska materia nadała rozprężeniu zabójczą energię kinetyczną. W efekcie poziom krytyczności nie wyrównał się a raczej przeniósł środek ciężkości mocno do tyłu. I popędziłem tak nogami do przodu. Czyli, w skrócie i po ludzku, jestem niemożliwie spóźniony ze wszystkim.

Poruszając temat z kompletnie innej beczki. Muszę przyznać że choć MySpace jest jedną z nielicznych sieci socjalnych, której nie jestem zarejestrowanym użytkownikiem to jest jednocześnie jedną z tych, które wykorzystuję z powodzeniem. Nieprzebrane zasoby muzyki, za darmo, bez kombinowania.
Kradzież muzyki jest abstrakcją.

coś z zupełnie innej beczki

Stoję sobie z dwiema zielonymi koszulkami i mierzę, która z nich dłuższą jest. Po chwili dość stanowczo i całkiem głośno stwierdzam: „Zielona jest dłuższa”.
Dopiero potem gdy miałem jedną z nich odłożyć do szafki doszło do mnie że nadal nie wiem która jest dłuższa.

Zielona koszulka wybrana. Można zacząć tydzień krytyczny.

A teraz...

Dlaczego ludzie rozczarowywują tak olbrzymio? Dlaczego nie wystarczy raz? Zawsze jak sie już zacznie, to nie jest to jednorazowy wypadek ale początek lawiny rozczarowań?

I dlaczego gdy pytają, czy pomożesz i sie zaraz zgłosisz, to tego nie widzą?

I dlaczego nie potrafią szanować (tych, których uważają za) gorszych od siebie?

I dlaczego...

Nowy Rok

No i jest. Święta minęły dość szybko i w miare przyjemnie. Teraz wszystko sie zaczyna od takiego umownego początku. Rocznica zaraz będzie i śnieg sypie. Tak to sie wszystko toczy. Obowiązków przybywa, wolności ubywa. Takie życie.

Teoria

W sumie teraz już nawet nie pamiętam kiedy ale przyszła mi do głowy taka teoria z zakresu nauk praktycznych.

Gdyby odkurzać czasem podłogę to prędkość gromadzenia się kurzu na innych elementach pokoju by spadła.

Pomyślałem po prostu że co z tego że spycha się cały kurz z przedmiotów na podłogę, skro on będąc dość lotnym potrafi się podnieść nawet przy okazji przejścia. W efekcie wraca na swoje poprzednie miejsce stosunkowo szybko a dodatkowo z różnych źródeł do pokoju dostają się nowe zastępy kurzu, co tylko potęguje ogólny efekt zakurzenia okolicy. Teoretycznie więc jakby jakby spychać go na podłogę, a potem odkurzyć i wynieść gdzieś dalej to by nie wrócił tak szybko.
Problem jednak jest w tym, że wykonanie eksperymentu zahacza o niewykonalność.

Dodatkowo zapowiedź tekstu który nigdy już nie powstanie ponieważ nie zrekonstruuję go teraz: Obama, McCain a ankieta na gronie czyli opóźniony afterefekt z poślizgiem.

PS. Spadł pierwszy konkretny śnieg tego roku.

Listopad.

Dedykowane wszystkim syrenom świata.

Ostatnio jest bardzo zwariowanie. Dużo wspominania, spotkań z ludźmi, za którymi sie tak bardzo tęskniło. Bawienie dzieci, tych dużych i małych. Okrzyki radości, łzy w oczach. Niewiedziałam nawet jak tęskniłam za DP i NA. Całkiem mocno ich wyściskałam i prosiłam, żeby wrócili. Snuliśmy plany porwania ich i zatrzymania na siłe. Ale cóż...

S: Mieliśmy tak dobrze.
Ja: Niewiedzieliśmy nawet jak dobrze mieliśmy. A teraz już tak nigdy nie będzie.

A dziś pożegnanie. I to takie całkowite i uroczyste i łamiące serca wielu ludzi. PN ryczała przez cały obiad a potem nagle zniknęła i już nie zdążyłam sie porządnie pożegnać. Smutny dzień, pełen jedzenia, pisania kartek, świętowania i smucenia sie przy tym pożegnaniu. Taki całkiem męczący dzień.

Właściwie, to taki jest cały ten miesiąc. Połamany taki, niepewny.

Strzał w powietrze

Tak jest. Najlepiej napisać sobie całe opowiadanie żeby dojść do tego jaki jest konkretnie sens tego co chce się przekazać. Czy też może żeby dojść do tego że to co chce się przekazać można napisać jakoś bardziej po prostu. (i tutaj następuje przerwa logiczna, nie wiadomo jak to bardziej rozwinąć)

Mam nieodparte wrażenie że ostatnio, suma sił wkładanych we wszelkie poczynania nierównomierna jest do efektów tych poczynań. Będąc jednak niejako więźniem swoich (i nie swoich) decyzji nie mogę przerwać tego pasma nieefektywności. Możliwości rozwiązania teoretycznie są dwie: albo zmniejszyć siły wkładane, albo zmniejszyć zakładane efekty. W praktyce problematyczne jednak okazuje się przewidzenie konsekwencji każdej z dwóch możliwości. Sytuację pogarszają siły nacisku, które domagają się zwiększenia i sił wkładanych i efektów uzyskanych.

Jestem w pułapce!

Smętna jesień.

Są takie kozy, które gdy zostaną wystraszone, mdleją. Taka ich natura że nie panują nad tym dosłownie porażającym ich strachem. Starsze podobno uczą sie zapobiegać przewracaniu i opierają sie, gdy jest na czym sie oprzeć. Tak mniej więcej wygląda teraz moja egzystencja.

A poniżej troche dokumentacji, co do starej teorii z agenckiego dorobku.

"Tezumeni znani są na kontynencie jako najbardziej samobójczo posępny, nerwowy i pesymistyczny naród, jaki w ogóle można spotkać. (...) Prawdą również są pogłoski o ich metodach pomiaru czasu. Tezumeni już dawno odkryli, że wszystko idzie ku gorszemu, a jako obdarzeni straszną cechą dosłowności, opracowali złożony system, pozwalający określić, o ile gorszy jest każdy kolejny dzień."

Niestety autor, T. Pratchett, nie informuje o ile gorsze będzie jutro, według opinii Tezumenów.

Modified title

Prawie na bieżąco. Choć przez to prawie doszła jeszcze jedna rzecz. Tylko że chodzi tu też oto że że prawie doszła.

Zabawka

Było dość chłodno. Marzłem w dłonie. Wtedy z pomocą przyszła mi zabawka. Drewniana kostka, mniej więcej o 4cm długości ściance. Można było ją sobie podrzucić, złapać, podrzucić, złapać i tak w kółko. Zabawa wcale się nie nudziła a dłonie łatwo się przy tym ogrzewały. I tak do momentu aż owa zabawka nie wylądowała mi na czole.

Sen

To jest to co doszło. Prawie doszło. Bo zapomniałem o czym to było. Wiem tylko że przez chwilę kiedy jeszcze pamiętałem chciałem to dopisać do archiwum agenturalnego.

Deja Vu

W świetle ostatnich wypadków przyszło mi do głowy takie coś - deja vu jest deja vu do czasu aż się zauważy że to deja vu.
Zastanawia mnie właściwie tylko czy jeżeli nie zauważy się głośno że to deja vu ale będzie się miało wrażenie że to deja vu to się go nie przerwie? Albo czy może być deja vu, w którym zauważa się deja vu? Albo jeżeli zauważa się deja vu i tym samym się je zakończy to czy to dopuszcza możliwość istnienia dłuższego deja vu, gdyby nie zauważyć że to deja vu?