Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo


Tydzień

Dzisiejsza obserwacja dotyczyła tygodnia.
Poniedziałek - dzień rozruchowy.
Wtorek - dzień maksymalnego obrotu.
Środa - dzień spowolnienia.
Czwartek - dzień emocjonalny.
Piątek - dzień zajęty.
Sobota - dzień wolny.
Niedziela - dzień porządkowy.
Oczywiście nie musi tak być zawsze.

Teoria wyboru zajęcia

Spośród x możliwości następnego zajęcia prawdopodobieństwo wyboru jednego, konkretnego z nich nie wynosi 1/x. Nie podam ile wynosi bo bym musiał opisać nieukształtowaną teorię koła/kuli zasięgu. Mimo tego, mogę napisać że wg. teorii prawdopodobieństwo w głównej mierze zależy od odległości. Niekoniecznie tej fizycznej (chociaż ona też ma duży wpływ), ale głównie odległości mentalnej (czy jak to nazwać). Wydaje mi się że dużo łatwiej zebrać się jest człowiekowi do robienia czegoś co jest mu bliskie niż do czegoś do czego odnosi się z dystansem.
Oczywiście nie musi tak być zawsze.

Bombowe kurtki

Jeżeli kurtki faktycznie mają wszyte materiały wybuchowe i system zapalnikowy to nie mam się z czego cieszyć, w gruncie rzeczy. Przede wszystkim, mam szafę, która może wybuchnąć. Mam też bomby, które powinienem rozbroić, bo przecież po to one właśnie są.
Oczywiście nie musi tak być zawsze.

Właśnie... czemu ich nie rozbroić?

A jednak tytuł musi być

To że spać na stojąco w autobusie jest trudno nie znaczy że jest to niemożliwym. Nie oznacza to też że się nie zdarza.

Agent's Guide to 2007

Oto jest. Noworoczna notatka z lekkim poślizgiem. Kontynuując tradycję przywleczoną z miejsc dawnych znowu nie powstał „Agent's Guide to 2007” (chociaż tym razem już niewiele brakowało). Również zgodnie z tradycją pojawiają się naje.
Sukcesy 2007: dużych brak, z mniejszych zauważalnych: agentura - urodziło się i jeszcze nie padło, pewne postępy w sztuce koszykarskiej
Porażki 2007: elektroniczna legitymacja studencka, przedwczesny koniec sezonu rowerzykowego, magisterka deluxe
Muzyczny 2007: The Chemical Brothers - We Are The Night

Dodatkowo

Pytanie dnia: Co powie Twój brat jeżeli zapytam go o to czy lewa droga jest właściwa?
Produkt dnia: Kolczyki - znalezione przez Agentkę
Piosenka przełomu lat: Krafty Kuts - Basketball Jam

Bombowe kurtki

Bombowe

Z psychopatycznego punktu widzenia to zależy od psychozy czy rozbrajanie bomby bawi czy nie. Osobiście psychopatą nie będąc (nie zostało jeszcze oficjalnie stwierdzone) nie umiem określić czy by było to fajne. Jednak, jeżeli miałbym komuś wysłać bombę z przeznaczeniem do rozbrajania to chyba bym się cieszył z owego rozbrajania bo w końcu po to bym konstruował tę zabawkę. I wcale nie myślę że do tego trzeba być psychopatą.

Chociaż z drugiej strony, kto normalny wysyła bomby?

Kurtki

Od mnogości kurtek to można poczuć najwyżej że ma się nadmiar kurtek. Albo że się oszczędnie je zużywa. Można też odczuć, że ten, kto przydziela kurtki nie ma pojęcia czego mi potrzeba i mnie nie zna.
Co w gruncie rzeczy jest dobre - w końcu to agentura!

Bombowe kurtki

A co jeżeli te cztery kurtki wiszące w szafie są uzbrojone?!
Mają wbudowany mechanizm zapalnikowy i materiały wybuchowe? Odpalają się po zasunięciu zamka błyskawicznego?

Stary problem

Będę musiał kiedyś sprawdzić czy tytuł notki jest wymagany.

O piątku to trzeba co najmniej napisać że był porywający.

Dziś jakoś na początku miałem poczucie mocnego musicday ale w ciągu dnia mi przeszło i na koniec niewiele z tego zostało. W sumie nie wiem już teraz nawet w związku z czym ów musicday miałby być.

Nawiązując lekko do wpisu agentki... Tyle lat minęło a ja nie mogę się przyzwyczaić do niektórych względności.

Jutro albo w poniedziałek ustosunkuję się do komentarzy, do których czuję że powinienem się ustosunkować.

ludzie są źli

Planowane było pisanie o wielu, wielu ważnych rzeczach. O świętach, o myśleniu, o całości, o niechęci do choinki i kaktusów. O wielkiej podróży i o tym co ona oznacza, o zmęczeniu opieką. O tym, że ludzie sie nie okazują tymi, którymi mają być i że zawodzą zawsze. Jeśli ktoś jeszcze cie/mnie nie zawiódł, to tylko kwestia czasu. O tym wszystkim miało być ale nie będzie. O jednym tylko pare słów.

Gdy przychodzi moment, gdy naprawde potrzeba pomocy, to tej pomocy nie ma. Nie ma i nie będzie, bo ludzie myślą o sobie przede wszystkim. I nawet w chwilach, gdy ktoś naprawde potrzebuje pomocnej ręki, oni będą myśleć o sobie. Zawsze. I nie ma na to lekarstwa, trzeba sie przyzwyczaić. Lata lecą a ja jakoś nie moge do tego przywyknąć.

Do tego... nie pytają. Zupełnie nie biorą pod uwage twojego zdania, tak, jakbyś sie nie liczył jako człowiek, czy cząstka danej grupy. Zostajesz więc tylko tłem.

Lawina słów

Dobra! Teraz nie znam się na żartach.
Miałem paskudną noc.
Beznadziejny dzień pracy.
W domu też mnie wkurzyli.
A przez resztę dnia padałem z nóg.

I doszło do mnie to, że tak właśnie trzeba zrobić. Że trzeba napisać prosto ze łba. Bez myślenia, opisów, fantazjowania i poprawnej polszczyzny. Tak po prostu że dzień był bez sensu i już. Tak właśnie trzeba pisać. Krótko i na temat albo i nie na temat ale krótko. Ważny jest sens samego zapisu. Bo jak myślę za dużo to w teorii wychodzi nieźle a w praktyce nie wychodzi w ogół. Tak właśnie się gubią rzeczy typu:
- odwołanie z akcji, którą rozpracowywałem półtorej miesiąca
- spacer filozoficzny, który ani spacerem ani filozoficznym nie był
- muzyczne odkrycia
- teorie, mniej lub bardziej prawdziwe
- cała masa innych głupich rzeczy...
A tak na prawdę starczy zapisać jedno zdanie. Jak kiedyś. Bo czemu nie?

I na koniec.
Początek planu na przyszły rok:
- zakupić namiot
- wykupić miejscówkę
To musi być plan, który zostanie wykonany.

Dostawca II i sprawy inne

Na początek trzeba wyjaśnić sprawę domniemanej bomby, a później odniosę się w pewien sposób do odniesień.

Dostawca II

Wysypianie się przed otwieraniem paczek to chyba jednak dobra metoda, bo ostatecznie doszło do mnie że gdyby tam miało być coś co wybucha to dawno by mnie już nie było. Chyba że to jakaś amatorszczyzna, ale jeżeli już ktoś chce się mnie pozbyć to tak nie robi albo jest głupi.
Uciąłem kawałeczek rogu paczki i lekko naderwałem karton po krawędziach, tak żeby do środka wpadał strumień światła a zarazem żebym mógł rzucić okiem na zawartość.
- Jakby jakiś materiał zawinięty w folię - pomyślałem - Ciekawe co jest zawinięte w szmatę.
Jeszcze raz potrząsnąłem lekko pudełkiem. Nie wykazywało większych ruchów ciężaru w środku. Nigdzie też nie było nalepki "Uwaga, szklanki".
- Hmm... Nic na siłę...
Chwilę potem tryumfowałem nad zgniecionym kartonem, a młotek przeszedł w zasłużony stan spoczynku. Nie miałem się czego obawiać. Otworzyłem paczkę i wyjąłem z folii ciemnooliwkową kurtkę zimową.
Przydział. Co dwa lata ta sama historia. Oni by mogli zacząć powiadamiać jakoś, a ja bym mógł zacząć pamiętać o tym. Tak czy inaczej wcale nie czułem, że kurtka jest mi potrzebna. Odwiesiłem ją do szafy obok trzech poprzednich, założyłem wysłużony płaszcz i poszedłem do sklepu po śniadanie.

O dostawaniu bomb

Dostawanie bomb może być całkiem fajne faktycznie. Pod jednym warunkiem jednak - bomba musi być zagadką a nie bronią. Brak szansy jej rozbrojenia skutecznie niweluje poziom radości, którą może sprawiać. Inna sprawa, że jestem bardzo kiepski w te klocki i w moim przypadku, każda bardziej skomplikowana bomba nie jest wskazana jako prezent.

Kwestia organizacyjna, czyli teoria bloga

Tam napisałem Koniec to zareaguję tu. Ograniczeniem agenturalnym jest chociażby fakt, że nie wiadomo jak uniknąć dodawania się do listy tagów wszystkich słów z wpisu, czego najlepszym przykładem jest słowo "jest", którego żadne z nas nie umieszczało w tagach a przecież na liście figuruje. Jednak mimo to, jak wiadomo stamtąd, zalet jest więcej.

Tym optymistycznym akcentem kończę ten przydługi wpis.

Dostawca

- Kto tam?
- Hipopotam! Co się głupio pytasz? Tak jakby ktoś inny tu mógł wpaść o tej porze.
- To tak odruchowo - próbowałem się wytłumaczyć, ale to w sumie nie było potrzebnym.
Dostawca rozłożył swoje pakunki na stole i wyciągnął papiery. Wyjrzałem za drzwi, równie odruchowo, żeby sprawdzić czy nikt go nie widział.
- Podpisuj papiery. Śpieszy mi się - ponaglił zniecierpliwiony kurier.
- Ok, ok...
- Tu masz swoje zamówione zabawki oraz coś jeszcze.
- Coś jeszcze?
- Ta. Szefostwo kazało Ci to dać.
- A co to?
- Nie mam pojęcia.
- Wieziesz coś i nie wiesz co to jest? A jak to bomba?
- Hahaha. Skoro jest dla Ciebie to u mnie w samochodzie nie wybuchnie - dostawca był wyraźnie rozbawiony - Podpisuj że odebrałeś i nie marudź. Może to prezent na święta.
- Jasne, a ja na co dzień zajmuję się rozwożeniem pizzy.
Podpisałem. Kurier zabrał dokumenty ze stołu i pośpiesznie poszedł do samochodu. Chwilę potem warkot furgonetki przeciął ciszę nocy ale na krótko bo szybko się oddalił. Ja zaś zostałem sam na sam z tajemniczą paczką. Po ostatnich wydarzeniach bomba wcale nie miała wymiaru żartu. Z drugiej jednak strony absurdem zdawało mi się że firma może w tak idiotyczny sposób się mnie pozbyć. Rozważałem całą sytuację jeszcze jakiś czas, przy okazji badając paczkę na wszelkie możliwe sposoby. Ostatecznie jednak nie podjąłem konkretnej decyzji, oprócz tej żeby pójść spać.

Bałaganiarstwo

Jestem zmęczony już tą całą sytuacją. Przygniata mnie to. A co gorsza nie powinno mieć miejsca takie złożenie osób, zdarzeń i czasu.

Zrobił się za duży bałagan. Problemem z nim jest to, że podejście metodyczne, choć z założenia skuteczne, to nie rokuje pomyślnego zakończenia akcji. Kiedy zaczyna się tracić wiarę w cierpliwość i upór, zaczyna się kombinowanie jak sobie jakoś ułatwić to zadanie. Takie zastanawianie się jednak powoduje zastój w porządkowaniu a w efekcie narastanie bałaganu.
Jak zwykle chodzi oczywiście o zasadę zachowania równowagi. Ja ostatnio w tym miejscu nawaliłem na całej linii. Za dużo zastanawiania się zaowocowało wyczerpaniem się bezpiecznego limitu na bałagan i cały system zaczyna się psuć.

Jest na tyle poważnie, że herbaty północnej nie będzie, drugiej-pierwszej godziny nie będzie. Muszę się z tego wygrzebać.