Jak prowadzi się obserwację przez ponad dwa tygodnie to zna się zwyczaje obiektu do takiego stopnia, w którym można pozwolić sobie na pewne przerwy w obserwacji. Na przykład na herbatę.
Przedpołudnie było gorące. Miła odmiana od ostatnich deszczy, nawet jeżeli ewidentnie było to zapowiedzią burzy. Charakterystyczny trzask, który dobiegł od strony czajnika oznajmił właśnie koniec gotowania wody na herbatę. Upewniłem się, że obiekt nie robi nic nadzwyczajnego i wstałem od monitora w celu napełnienia kubka wrzątkiem. Chwilę później herbata się parzyła a ja wracałem na stanowisko. W tym momencie minąłem się z brzęczącą muchą. Na tyle brzęczącą, że zwróciło to moją uwagę i niemalże bezwolnie skupiłem na niej wzrok. Mucha zaś zrobiła pętlę nad stołem i skierowała się w stronę świeżo przygotowanej herbaty!
I tak leciała i leciała. A ja za nią tak patrzyłem i patrzyłem. Jej to jednak nic a nic nie przeszkadzało. Niczym "Boski wiatr" w lotniskowiec tak ona w mój kubek celowała. Nic jej nie powstrzymało. Dotarła. Gdy tylko jednak przeleciała granicę krawędzi kubka runęła we wrzątek.
- Zawsze coś, zawsze coś - wymamrotałem niezadowolony z obrotu sytuacji pod nosem i zabrałem się za robienie nowej herbaty.
Myślę że mucha z filmiku nie miałaby najmniejszych szans nad tym palnikiem.


digg it
del.icio.us
Ty przez dwa tygodnie muchę obserwowałeś? Serio?
Serio -_-
Ale dlaczego? Po co?
Bo brzęczała. Żeby zaspokoić swoją ciekawość.