Listopad.
Dedykowane wszystkim syrenom świata.
Ostatnio jest bardzo zwariowanie. Dużo wspominania, spotkań z ludźmi, za którymi sie tak bardzo tęskniło. Bawienie dzieci, tych dużych i małych. Okrzyki radości, łzy w oczach. Niewiedziałam nawet jak tęskniłam za DP i NA. Całkiem mocno ich wyściskałam i prosiłam, żeby wrócili. Snuliśmy plany porwania ich i zatrzymania na siłe. Ale cóż...
S: Mieliśmy tak dobrze.
Ja: Niewiedzieliśmy nawet jak dobrze mieliśmy. A teraz już tak nigdy nie będzie.
A dziś pożegnanie. I to takie całkowite i uroczyste i łamiące serca wielu ludzi. PN ryczała przez cały obiad a potem nagle zniknęła i już nie zdążyłam sie porządnie pożegnać. Smutny dzień, pełen jedzenia, pisania kartek, świętowania i smucenia sie przy tym pożegnaniu. Taki całkiem męczący dzień.
Właściwie, to taki jest cały ten miesiąc. Połamany taki, niepewny.
Tagi: syrenka listopad pożegnania płacz
digg it |
del.icio.us

