Dwudziesty ósmy
Najbardziej wstrząsającym wydarzeniem mijającego weekendu było mimo wszystko wysyłanie kartki urodzinowej.
Oczywiście musiałem to odłożyć na ostatnią chwilę i chyba jednak przedobrzyłem z tym odkładaniem. Dobrze, że Pani w okienku (w jedynej otwartej 24h poczcie w okolicy) zaproponowała "wrzucenie" przesyłki do okienka bo tak by nadal leżało w skrzynce (w sumie, kto wie czy nie leży po prostu gdzieś na półeczce na poczcie). To jednak jest w sumie szczegół. W gruncie rzeczy szczegółem nawet jest to że kartkę kupiłem i wypisałem też na poczcie. Szczegółem nawet jest to że kartka nie przedstawia nic, kompletnie nic (pomijając zieleń z zewnątrz, która w tym przypadku nawet nie jest tak oczywista) co by jakoś nawiązywało czy to do odbiorcy czy do nadawcy.
Prawdziwy problem leży w środku. W treści. I nawet nie w tym że treść jest bez polotu i jak zwykle zryta, ale w tym jak to wygląda. Prawda jest taka że dzieci w szkole piszą lepiej. Nie dość, że literki są koślawe to przyzwyczaiłem się do takiego czegoś jak Backspace. Że można coś napisać, nie skończyć, cofnąć i sformułować lepiej. A używając długopisu tak nie ma. Więc co najmniej kilka razy napisałem pierwsze literki zmieniłem zdanie i zastanawiałem się jak z jednego zrobić drugie. Wyszła taka niemożliwie popsuta kartka, z cudacznie pokreślonym tekstem, który ciężko odszyfrować i na który ciężko patrzeć.
Jednak chcąc zdążyć na ostatni autobus do domu zaakceptowałem ją taką jaka była i posłałem. Zbiegiem czasu jednak coraz bardziej mam wrażenie że takie coś nie zostanie odebrane dobrze, a tego bym nie chciał. Dlatego w sumie mam nadzieję, że odbiorca pominie milczeniem efekt jaki wywarła na nim przesyłka.
Niewiadomą jednak ciągle jeszcze pozostaje co ja z tym zrobię oprócz ogólnego przejmowania się (co oczywiście minie jak tylko wydarzy się następna wstrząsająca katastrofa [czyli zapewne jutro]).
Wyciąganie krwi z nosa też już przestało mnie bawić. Mogła by się kiedyś skończyć.
Tagi: katastrofa pismo kartka
digg it |
del.icio.us

